Od zawsze chciałam pracować z dziećmi. ZAWSZE.
Już w
podstawówce przyglądałam się Pani Nauczycielce (myślę w tej chwili o klasach
I-III) i byłam zafascynowana tym, że całe życie można uczyć kogoś podstaw
liczenia, czytania i pisania. Czegoś, co jest później przez te osoby
wykorzystywane przez całe życie. Później nastawiłam się na mniejsze
dzieciaki. Różnego rodzaju wolontariaty, jeszcze przed ukończeniem magicznej
18, która dawała mi prawo do podpisywania umów, odbywałam z przedszkolakami.
Jeszcze później ukierunkowałam się na szkolę podstawową, ale jednak nie na
wcześniej wymarzone nauczanie początkowe. Z tego zrezygnowałam.
Uwielbiam nadal
tą grupę wiekową, ale nie czułabym się dobrze przeżywając każdy dzień z moją
grupą, aby po trzech latach pożegnać ją bezpowrotnie. Nie twierdzę, że nie
zrobię kiedyś studiów podyplomowych z nauczania zintegrowanego. Ale z całą
pewnością jeszcze nie teraz.
Źródło:http://mstaylorsclass.com/mm8_kids1.gif
Jedno jest natomiast pewne.
Mając pracować z dziećmi, mogę pracować za naprawdę niską stawkę. Ba, mogę
pracować za darmo. I robię to. Bardzo często. Stąd wiem, że to moje powołanie.
Kiedyś gdzieś usłyszałam (tudzież przeczytałam), niestety nie mam pojęcia
gdzie, że pracować powinno się tylko na takim stanowisku, jakiego gotowi
bylibyśmy się podjąć za darmo. Wiadomo, w obecnych czasach nie jest to możliwe.
Ale gdzieś wewnętrznie się z tym zgadzam.
Z blogowej przestrzeni, znam dwójkę pedagogów. Ich także poprosiłam
o parę słów. Chciałam wiedzieć, kiedy oni poczuli, że praca z dziećmi jest ich
powołaniem, pasją, życiowym wyborem. A teraz czytajcie uważnie - bo warto.
Paulina, czyli
Młody Pedagog odpowiedziała:
O pracy z dziećmi marzyłam już od... odkąd pamiętam. Nie chodziłam jeszcze do
szkoły, a już organizowałam pluszowym zabawkom lekcje. Myśl o nauczaniu
(geografii lub klas 1-3 szkoły podstawowej) towarzyszyła mi do końca liceum.
Dopiero podczas rocznej przerwy między maturą a studiami zdecydowałam się na
pedagogikę rodziny i pracę z dziećmi w innych niż szkoła placówkach.
Jak widzicie, nie tylko ja czułam chęć bycia nauczycielem
będąc sama dzieckiem ;) Na bloga Pauliny zapraszam tutaj :
http://mlodypedagog.blogspot.com/ Czytając go dowiecie się, jak to jest
codziennie mierzyć się ze swoimi marzeniami ;)
Tłumaczenie czegoś młodszym zawsze sprawiało mi radość. Być
może dlatego, że od wczesnego dzieciństwa zawsze miałam starszych kolegów, więc
pewnie był to jakiś wzorzec ;-) Mam 10 lat młodszą siostrę, naturalne więc było
to, że czasami pod moim okiem bawiła się czy uczyła (np. czytać). W pewnym
momencie uświadomiłam sobie, że wymyślanie zabaw, zajęć, i organizowanie czasu
mojej siostrze czy innym dzieciom daje mi wielką przyjemność i sprawia radość.
Czułam się wtedy nabuzowana dobrą energią. Moment przełomowy był wtedy, kiedy
wpadłam w odwiedziny do koleżanki która nie mogła wytłumaczyć młodszemu bratu
zadania z matematyki. Usiadłam więc koło niego i mu wytłumaczyłam. Złapał w
lot. Dopiero kiedy koleżanka mi to uświadomiła, stwierdziłam, że tak,
rzeczywiście, jestem w nauczaniu dobra, lubię to robić, sprawia mi to
przyjemność... I tak się to potoczyło ;-)
Czujecie tą pozytywną energię? Mi osobiście wydaje się, że już samo pisanie
o dzieciach sprawia Ani przyjemność :)
A Wy? Pracujecie z dziećmi? Kiedy poczuliście, że to Wasze
powołanie? A może nie pracujecie w tym zawodzie, ale kiedyś przemknęło Wam to
przez myśl? ;)